Źródło: Wikipedia

Kultura

Marcus Luttrell: Przetrwałem Afganistan

2 października 2013 | Ilość wyświetleń: 627

bartoszadamiak.com  Marcus Luttrell: Przetrwałem Afganistan

Na ślad tej historii natknąłem się czytając książkę legendarnego Diabła z Ramadi – Chrisa Kyle`a. Wspomniał on o pewnych lipcowych dniach 2005 roku, kiedy jego przyjaciel Marcus Luttrell był uznany za zaginionego w górach Hindukuszu. Padł też tytuł jego książki. Sięgnąłem po nią i okazało się, że Luttrell jest znacznie lepszym pisarzem niż Kyle. Albo przynajmniej ma lepszego ghostwritera… 

Na powyższym zdjęciu widzimy sześciu operatorów Navy Seals. Od lewej: Matthew Axelson, Daniel R. Healy, James Suh, Marcus Luttrell, Eric S. Patton, Michael P. Murphy. Oprócz Luttrella wszyscy nie żyją. Pod koniec roku do kin trafi film Lone Survivor”, opowiadający o tych wydarzeniach.

Ludzie w Polsce często mówią, że amerykańskie filmy wojenne są patetyczne. Dziwi nas ich patriotyzm i religijność. Pewnie wynika to z faktu, że Polacy nienawidzą swojego rządu. Niektórzy amerykanie też nienawidzą swojego rządu, ale w Polsce jest to zdecydowana większość. Luttrell, Kyle czy inni, którzy walczą w Iraku i Afganistanie darzą uwielbieniem George`a W. Busha i głęboko wierzą, że obie te wojny są słuszne. Uważają także oddanie życia za kraj za coś szczytnego. Dla większości Polaków to obce i niezrozumiałe, a szczyt patriotyzmu to pamiętać o Powstaniu Warszawskim i żołnierzach AK.

Książka „Przetrwałem Afganistan” pozwala trochę lepiej zrozumieć mentalność tych ludzi, a przynajmniej unaocznić, że problem nie jest płaski, czarno-biały. Jest tu wiele wymiarów i wiele problemów. Cały temat jest trudny do ogarnięcia dla kogoś, kto nie oglądał ataku na World Trade Center z perspektywy obywatela USA.

Operacja Czerwone Skrzydło

Czterech komandosów z elitarnej jednostki Navy Seals otrzymuje zadanie obserwacji wioski, w której przebywa terrorysta Ahmad Szach z dużą grupą talibów (szacowano ich liczebność na 150-200 bojowników). Luttrell, Axelson, Murphy oraz Danny Dietz desantują się z Blackhawka nocą i wyruszają w kierunku wioski, gdzie mają prowadzić obserwację.

Rankiem natykają się na dwóch pasterzy ze stadem baranów. RUE (Rules of Engagement – zasady użycia broni) pozwalają otworzyć ogień jedynie do osób posiadających broń, których intencje są jednoznacznie wrogie w stosunku do żołnierza koalicji bądź cywila. Złamanie zasad może zaprowadzić żołnierza wprost do celi śmierci, a wcześniej pod ostrzał lewicowych mediów. SEALsi domyśłają się, że jeżeli wypuszczą pasterzy, ci natychmiast pobiegną poinformować o wszystkim talibów. Na szali stawiają życie swoje i Afgańczyków…

Hell Week

Aby służyć w SEALs trzeba być twardzielem wśród twardzieli. I nie chodzi bynajmniej o siłę fizyczną. Program szkoleniowy uchodzi za najcięższy na świecie (cięższy może być brytyjski SAS lub rosyjski Specnaz, gdzie w trakcie rekrutacji zdarzają się wypadki śmiertelne). W SEALs człowiek zostaje przeczołgany do bólu, ale jego stan jest ciągle monitorowany przez lekarzy. To pozwala doprowadzić ludzi na sam skraj, a potem sprawdzić jak długo tam wytrzymają.

BUD/S (Basic Underwater Demolition/Seal) to 24 tygodnie ostrej pracy składającej się na nurkowanie w lodowatej wodzie, zespołowe dźwiganie belek drewna i pontonów, waterboarding (podtapianie używane przez amerykanów także jako tortura) oraz wiele innych zajęć, które mają zbudować/przetestować kondycję fizyczną, ale przede wszystkim siłę woli. Jedno z najbardziej budzących lęk ćwiczeń to przejście przez dno basenu podczas, gdy instruktorzy napadają rekruta i zabierają mu aparat tlenowy. Jakakolwiek oznaka paniki oznacza powtórkę ćwiczenia.

Na szkolenie przychodzą najwięksi twardziele, a w jego trakcie 80% z nich odpada (najczęściej mięśniaki). Biją wtedy w dzwon na głównym placu i idą zjeść pączka i wypić gorącą kawę (instruktorzy robią wszystko, by pokusa była jak największa).

Kulminacją jest tzw. hell week (piekielny tydzień), który składa się z 5 i pół dnia bez snu. Rekruci poddawani są szczególnie wyczerpującym zajęciom i stresowi wywoływanemu przez ciągły ostrzał ślepymi nabojami i granatami hukowymi. Po jego ukończeniu kandydaci otrzymują „trójząb”, znak SEALsów, i kontynuują szkolenie wybierając specjalizacje.

Afgański świt

Luttrell przebudził się i spostrzegł jednego ze swoich kolegów, który palcem wskazując usta dał mu znak, aby ten zachował ciszę. Byli otoczeni przez co najmniej stu pięćdziesięciu bojowników. Wypuszczenie pasterzy uruchomiło ciąg przyczynowo-skutkowy, który miał doprowadzić do tragedii. Rozpoczęła się nierówna walka.

Axe i Luttrell otworzyli ogień. Dietz próbował skontaktować się z bazą i wezwać pomoc, ale radiostacja najwyraźniej odmówiła posłuszeństwa. Napierające siły wroga były znacznie przeważające, a szybka kalkulacja pozwalała oszacować szanse SEALsów na 1 do 35 przy dużym nachyleniu terenu na niekorzyść amerykanów. Talibowie zwykle atakują od góry, a gdy nie mają takiej możliwości po prostu uciekają. Teraz jednak nacierali ogromną armią uzbrojeni w AK47, karabiny maszynowe oraz wyrzutnie granatów rakietowych RPG. Na miejsce każdego zastrzelonego pojawiało się dwóch nowych.

Zacięta walka trwała 2-3 godziny. W tym czasie SEALsi wycofywali się w dół – w stronę wioski i ponosili kolejne rany. Dietz został postrzelony kilkukrotnie. Murphy oberwał w brzuch i obficie krwawił. Po jakimś czasie już każdy był raniony od postrzału, odłamków czy upadku ze skał. Dietz zginął jako pierwszy. Wówczas dowódca, Michael Murphy, wyszedł z ukrycia z telefonem satelitarnym, aby złapać zasięg i zadzwonił do dowództwa z prośbą o pomoc. Otrzymał przy tym postrzał w klatkę piersiową, ale żył i wrócił w bezpieczne miejsce.

Axe oberwał w głowę. Pocisk kalibru 7,62 mm oderwał mu część czaszki i mózgu, ale nie zabił. Snajper siedział w otępieniu, a gdy Luttrell – ratownik medyczny – próbował udzielić mu pomocy, Chwilę później zginął Murphy, a w pobliżu Axe`a i Luttrella wybuchł granat rakietowy, ciskając ich w górę jak szmaciane lalki.

Nadlatują Chinooki…

Z bazy wyleciała odsiecz. Na pokładzie śmigłowca MH-47 Chinook należącego do 160 powietrznego pułku specjalnego SOAR (znanego z filmu Helikopter w Ogniu) znajdowało się 19 osób, w tym 11 członków Seal Team 10 (do którego należeli oblężeni komandosi) oraz 8 członków załogi. Po otwarciu rampy do wnętrza maszyny wleciał granat rakietowy trafiając w zbiornik paliwa. Wówczas prawdopodobnie zginęli wszyscy w ładowni. Śmigłowiec spadł na ziemię i sturlał się po skalistym zboczu. Przy życiu nie pozostał nikt.

Ledwo żywy Luttrell przemieszczał się nocą, głównie czołgając się. Pościg deptał mu po piętach. Zabił jeszcze kilku talibów, a po jakimś czasie spotkał Pasztunów – rdzennych Afgańczyków, których prawo nakazywało udzielić schronienia potrzebującym i chronić ich za wszelką cenę. Długo zastanawiali się nim podjęli decyzję, która mogła sprowadzić gniew talibów na całą wioskę.

Pasztunowie ukryli Luttrella, choć już pierwszej nocy bandyci złożyli mu wizytę. Przesłuchiwano go i torturowano. Przepędził ich członek starszyzny, dla którego talibowe odczuwali respekt. Po części dlatego, że Al-Kaida uzależniona jest od wsparcia Pasztunów (również w kwestii świeżych rekrutów). Marcus Luttrell był zatem uwięziony i odcięty od cywilizowanego świata, ale względnie bezpieczny.

Pasztunowie kilkukrotnie przemieszczali go do jaskiń i różnych domów. Talibowie obserwowali wioskę i zastanawiali jak dobrać się do Amerykanina. Członek starszyzny wyruszył w pieszą podróż do amerykańskiej bazy, aby wezwać pomoc, a w tym czasie terroryści próbowali kilkukrotnie zaatakować wioskę. Pojawił się sam Ahmad Szach, który żądał wydania komandosa, jednak Pasztuni pozostali nieugięci. W końcu przyszła pomoc…

Lone survivor

Operacja Czerwone Skrzydło była jedną z najtragiczniejszych w historii Navy Seals. Poległo łacznie 14 operatorów Seal Team 10. Sam Luttrell wyszedł z tego cudem. Założył fundację Lone Survivor Foundation (http://www.lonesurvivorfoundation.org/), której celem jest pomoc poszkodowanym weteranom oraz ich rodzinom w powrocie do normalnego życia. Na udostępnianych w tym celu ranczach organizowane są zajęcia terapeutyczne na świeżym powietrzu, spacery, spotkania, zajęcia przy zwierzętach itp.

W podobną działalność zaangażowany był Chris Kyle – legendarny snajper, który miał na koncie ok. 160 potwierdzonych likwidacji. W lutym 2013 roku cierpiący na stres pourazowy, były żołnierz Eddie Ray Routh zastrzelił na ranczo Kyle`a oraz innego żołnierza biorącego udział w zajęciach.

„Przetrwałem Afganistan” to książka, którą przy odrobinie wolnego czasu można by przeczytać jednym ciągiem. Historia która fascynuje i przeraża jednocześnie. Znalezienie się w skórze Luttrella pozwala spojrzeć na temat amerykańskiej interwencji w Afganistanie z nieco innego punktu widzenia. Talibowie, często lekceważeni, to ludzie bardzo dobrze wykształceni i przebiegli. Mają w tych swoich lepiankach komputery i tam knują plany ataków na amerykańskich cywili oraz żołnierzy. Zasady użycia broni są przez nich wyśmiewane i umyślnie wykorzystywane. A w tym konkretnym przypadku doprowadziły do śmierci dwudziestu paru doskonale wyszkolonych żołnierzy.

A oto trailer wersji kinowej:

 

bartoszadamiak.com  Marcus Luttrell: Przetrwałem Afganistan
facet w quchni Marcus Luttrell: Przetrwałem Afganistan

Facet w Quchni

Bloger, fotograf, muzyk, rysownik, podróżnik i filatrop. Na co dzień mąż i ojciec, zawodowo marketer. Lubi muzykę relaksacyjną, wieczorne spacery po plaży, filozofie wschodu i inne chińskie tere-fere... ulubiona postać - Koleś z Big Lebowski. Ulubiona potrawa - cholera wie. Ulubiony napój alkoholowy - piwo. Bezalkoholowy - cholera wie. Przez niektórych uważany za chama i prostaka.
facet w quchni Marcus Luttrell: Przetrwałem Afganistan

Latest posts by Facet w Quchni (see all)

Tagi: ,